


Mogę powoli wrócić do blogowania. Mogę nawet powiedzieć że stęskniłam się za tym.
Moje plany poszły o krok do przodu, mam za sobą zdany egzamin państwowy z wynikiem 91%. Teraz dalsza część szkolenia i kolejny egzamin.
Powoli zmieniam zawód.
Decu na razie odstawione w kąt, za nim też tęsknie.
Dawno, dawno temu kupiłam przepiękny papier u Greglis. Papier już prawie pożółkł w tubie kiedy sobie o nim przypomniałam. To było też dawno temu. Wycięłam jeden motyw, przymierzyłam do pudełka i odstawiłam. Kiedy ponownie zabrałam się za to pudełko miało być z lawenda z przecerkami itd. Wyszło koszmarnie i zostało zmyte. Wróciłam znów do paryskiego motywu (dawno,dawno temu). Szybko dobrany kolorek, na to szybko motyw i cieniowanie.
I nadeszła wielka chwila na krak.
Miał być Sotille, dopiero po nałożeniu okazało się że dałam Medium!
Pudełko pod wodę. I mozolne usuwanie kraka.
Straciłam do niego cały zapał. Wpadło mi ponownie w rękę po paru miesiącach i kolejna próba kraka tym razem Sotill. Ale pudełko wyraźnie kraka nie chciało i kolejna klapa.
Pudełko pod wodę i mozolne zdzieranie kraka.
Potem szlifowanie, farba miejscami sama zaczęła odchodzić. MASAKRA.
Pudełko w kat znów na na kilka miesięcy.
I doznałam olśnienia, to pudełko właśnie tak powinno wyglądać ! Nie jak by było stare ale że jest stare.
I wiecie co teraz bardzo je lubię.