No i doczekałam się !!!
Cały długi miesiąc czekałam na Zlot Czarownic Decuparzżystek. Zmieniała się przez ten cały czas lista chętnych i ustalenia kulinarne. I tak prawie 30 kobiet potrafiło się porozumieć dogadać i zorganizować no ale w końcu wszystkie jesteśmy z Krainy Czarów.
Nie byłoby tego fantastycznego spotkania gdyby nie gościnność naszej formowej koleżanki Lary która udostępniła nam swój dom. Raniutko w sobotę pojechałam po Juliette bo tylko my dwie jechałyśmy z Łodzi. Po dopakowaniu u niej Twingo mojego dziecka dla ewentualnych pasażerów i tak już by nie było miejsca. Zabrałyśmy tyle do decu bo wszystko mogło okazać się potrzebne. Zapytałam syna jak on i trzech kolegów nie dość że sami zapakowali się do auta to jeszcze zmieścili w tym niby bagażniczku plecaki całej czwórki z ciuchami na tygodniowy wyjazd?! Jak stwierdziło rezolutnie moje dziecię- Jak tym autkiem na tydzień miały by jechać cztery laski z bagażami nie dałyby rady się zapakować!
Trasa minęła nam miło i szybko. Powitanie ciepłe i serdeczne. No i zaczęłyśmy rozpakowywać się, plotkować i pracować.
Każda z nas zaopatrzona w Wenę W Płynie przelewała pomysły na przedmioty. Alice pokazała nam jak w perfekcyjny i lekki sposób cieniuje się gąbeczką.
- Moje drogie to nic prostszego nakładacie na talerzyk potrzebne kolorki, bierzecie gąbeczkę maczacie rancki. Przenosicie kolorki na przedmiot, tapujecie tak żeby pasowały albo się przenikały i gotowe.
Łatwo powiedzieć trudniej zrobić, ale będę próbować żeby nie zaprzepaścić tak cennej lekcji.Ja też mogłam podzielić się swoją wiedzą z robienia ikon i złoceń. Cieszę się że komuś to się przydało.
Sama mogłam nauczyć się dwóch metod transferu ( dotychczas wiedziałam tylko o jednym)i wiem na czym polegał mój błąd przy ich wykonywaniu.
Tutaj nieocenionymi nauczycielkami była Desik i Gohat.
Oprócz decoupage dziewczyny scrapowały i haftowały.Desik zaraziła nas ozdabianiem szablonami i masą. Wyszły nam wszystkim piękne reliefy na pracach.I tak o to wszystkie pytania doczekały się odpowiedzi i wszystkie wątpliwości zostały rozwiane. Mogłyśmy zobaczyć jak działają preparaty których akurat nie używamy. Wiele serwetek i papierów znalazło dzięki wymiance nowe właścicielki.
Zorganizowałyśmy wymiankę mikołajkową. Każda z nas przygotowała jeden prezent który trafił z numerkiem do wielkiego worka. Wylosowane przedmioty były nie dość że perfekcyjnie wykonane i pomysłowe to dzięki jakimś przyjaznym fluidom trafiały do osób które taki styl i kolor pracy najbardziej lubiły.
Jako że nie samą pracą twórczą człowiek żyje były wyśmienite sałatki, ciasta, przekąski i kulminacyjny punkt programu PIZZA.
I właśnie jej musze poświęcić nieco czasu. Pizza poraziła nas wielkością. We cztery dziewczyny zamówiłyśmy jedna dużą uznając że na tyle osób będzie w sam raz. I ta gigantyczna pizza nas pokonała.
Część z nas została na noc więc do prawie godzin porannych jeszcze rozmawiałyśmy i tworzyłyśmy.
A rano po wspólnym śniadaniu Monle cierpliwie i z iście belferskim podejściem do opornej materii tłumaczyła i pokazywała nam bizu ze swarovskich i żylki.
A moje twórcze poczynania na zlocie i mikołajkowy prezent pokażę później.
I po zlocie.
Oj znam ja to uczucie gdy się odbywa tak Twórcze spotkanie. Nie wiedzieć dlaczego doba się kurczy niezauważenie i czas się zbierać do domku :)
OdpowiedzUsuńŻałuję, że nie mogło mnie być z Wami i całym serduchem "zazdraszczam" oraz mam nadzieję, że na kolejny sabat już dotrę ;)
Cieszę się, że mogłam Cię poznać :-) A te motywy to tak trochę oszukiwałam ;-) Przykleiłam całe, bo były na białym tle, tak jak potrzebowałam :-)
OdpowiedzUsuńZazdroszczę tak owocnego Sabaciku, przeurocze wszystkie czarownice które się tam pojawiły.Jasmin
OdpowiedzUsuń